Jak w Polsce blokujemy drogę do cyberbezpieczeństwa?

21.10.2025
  • Automatyzacja
  • Kontrola ryzyka
współpraca

Pojęcie High Uncertainty Avoidance (wysokie unikanie niepewności) zostało opracowane przez Geerta Hofstedego, holenderskiego socjologa i badacza kultury organizacyjnej. Hofstede stworzył model wymiarów kulturowych, który służy do porównywania kultur narodowych pod kątem ich wpływu na zachowania w organizacjach i społeczeństwach.

Wskaźnik Uncertainty Avoidance opisuje stopień, w jakim członkowie danej kultury czują się niekomfortowo w sytuacjach niepewnych, nieprzewidywalnych lub dwuznacznych. Kultury o wysokim poziomie unikania niepewności (jest ich wiele, a Polska się do nich zalicza, tabela na końcu artykułu) preferują jasne zasady, procedury i struktury, a ryzyko postrzegają jako coś, co należy ograniczyć lub wyeliminować. Z jednej stronny to dobrze, że działamy w celu zmniejszenia ryzyka, ale z drugiej strony lęk przed poniesieniem konsekwencji ryzyka powoduje, że dążymy do ukrywania istnienia ryzyk.

Kultura ryzyka jako bariera dla bezpieczeństwa cyfrowego

W Polsce zarządzanie ryzykiem – a co za tym idzie, także cyberbezpieczeństwo – nie przyjęło się tak, jak moglibyśmy tego oczekiwać w dobie rosnących zagrożeń cyfrowych. Choć świadomość ryzyka rośnie, działania prewencyjne pozostają w tyle. Źródła tego zjawiska nie tkwią wyłącznie w braku kompetencji czy zasobów, ale głęboko w naszej kulturze organizacyjnej i narodowej. Zachowawczość, hierarchiczność, unikanie niepewności – to cechy, które kształtują sposób, w jaki polskie firmy podchodzą do ryzyka.

Model kulturowy Geerta Hofstedego pozwala zrozumieć, dlaczego w Polsce ryzyko traktowane jest jako zagrożenie, a nie szansa. Wysoki poziom unikania niepewności sprawia, że preferujemy sztywne procedury i biurokrację, co utrudnia elastyczne reagowanie na incydenty bezpieczeństwa. Dystans władzy powoduje, że pracownicy boją się zgłaszać problemy, a odpowiedzialność za ryzyko jest scentralizowana. Indywidualizm z kolei prowadzi do paraliżu decyzyjnego – nikt nie chce być obarczony winą za porażkę. Wreszcie, krótkoterminowa orientacja i dziedzictwo PRL wzmacniają niechęć do strategicznego podejścia do ryzyka.

Strach przed incydentem – syndrom posłańca w praktyce

Jednym z przykładów jak destrukcyjne mechanizmy blokując drogę do cyberbezpieczeństwa jest strach przed zgłaszaniem incydentów. Pracownicy obawiają się, że zostaną obarczeni winą, że ich zgłoszenie zostanie zignorowane lub że naruszą hierarchię. W efekcie incydenty są ukrywane, a organizacje tracą szansę na szybką reakcję i naukę. To zjawisko, znane jako „syndrom posłańca”, jest szczególnie widoczne w kulturach o wysokim dystansie władzy – takich jak Polska.

DORA i NIS2 – regulacje, które wymagają zmiany podejścia

Wprowadzenie regulacji takich jak DORA (Digital Operational Resilience Act) i NIS2 (Network and Information Security Directive) wymusza na organizacjach – szczególnie w sektorach finansowym, energetycznym, zdrowotnym i transportowym – wdrożenie dojrzałych systemów zarządzania ryzykiem. Te przepisy nie tylko nakładają obowiązki, ale też wymagają zmiany mentalności: od reaktywnego do proaktywnego podejścia.

W sektorze finansowym, gdzie DORA ma bezpośrednie zastosowanie, instytucje muszą wykazać odporność operacyjną, co oznacza nie tylko reagowanie na incydenty, ale ich przewidywanie i zapobieganie. Tymczasem wiele organizacji nadal traktuje ryzyko jako coś, co należy „ubezpieczyć”, a nie zarządzać. W energetyce, gdzie NIS2 nakłada obowiązek raportowania incydentów, strach przed zgłaszaniem może prowadzić do ukrywania problemów, co z kolei zwiększa ryzyko systemowe. W ochronie zdrowia, gdzie błędy mogą kosztować życie, kultura unikania porażki blokuje otwartą i dostępną dla całej organizacji analizę ryzyka. Transport, jako sektor krytyczny, wymaga szybkiego reagowania – a to jest niemożliwe bez decentralizacji decyzji i zaufania do pracowników niższego szczebla.

Ku dojrzałości – zmiana zaczyna się od środka

Polska kultura ryzyka nie jest niezmienna. Już dziś widać pozytywne zmiany – szczególnie w sektorach nowoczesnych technologii i wśród młodych liderów. Przyszłość należy do organizacji, które potrafią zarządzać wyminą informacji i zarządzać niepewnością, a nie ją ignorować. Dwa przykłady firm zarządzających ryzykiem, referencyjnych dla sektorów podlegających pod DORA i NIS2.

British Insurance Company – sektor podlegający pod DORA

Firma przeszła transformację od defensywnej kultury ryzyka do kultury poznawczej, wdrażając systemy komunikacji ryzyka i redefiniując role w zarządzaniu. Zastosowano podejście systemowe, które zwiększyło świadomość i zaangażowanie pracowników.

Johnson & Johnson – sektor podlegający pod NIS2

Podczas kryzysu związanego z zatrutymi opakowaniami Tylenolu w 1982 roku, firma wykazała się odwagą w komunikowaniu ryzyka, natychmiast wycofując produkt z rynku, wdrażając nowe standardy bezpieczeństwa i transparentnie informując opinię publiczną. To klasyczny przykład zarządzania niepewnością z zachowaniem zaufania klientów.

Rozwiązanie: jedno źródło prawdy o ryzyku

Aby przełamać te bariery, nie wystarczy zmiana przepisów czy szkolenia. Potrzebna jest zmiana systemowa – zarówno technologiczna, jak i kulturowa, która powinna wpisywać się w podjętą strategię zarządzania ryzykiem. Kluczowym elementem tej zmiany może być wdrożenie aplikacji, która stanie się jednym źródłem prawdy o ryzyku w organizacji. Taka platforma powinna automatyzować ocenę ryzyka, jego szacowanie oraz planowanie działań zaradczych. Dzięki temu ryzyko przestaje być abstrakcyjnym zagrożeniem, a staje się mierzalnym, zarządzalnym elementem strategii.

Automatyzacja pozwala na obiektywizację procesu – decyzje nie są już zależne od indywidualnych obaw czy interpretacji, ale opierają się na danych. Transparentność systemu buduje zaufanie, a decentralizacja odpowiedzialności umożliwia szybsze reagowanie. Co najważniejsze, taka aplikacja może wspierać budowę dojrzałej kultury ryzyka, w której każdy członek organizacji rozumie swoją rolę i wpływ na bezpieczeństwo.

Wdrożenie jednego źródła prawdy o ryzyku to nie tylko technologia – to deklaracja zmiany. To krok w stronę kultury, w której ryzyko nie jest wrogiem, lecz partnerem w rozwoju. I choć droga do cyberbezpieczeństwa może być trudna, najważniejsze to nie blokować jej sobie samemu.

*Tabela porównująca kultury traktujące ryzyko jako zagrożenie oraz te, które widzą w nim szansę – na podstawie poziomu unikania niepewności (Uncertainty Avoidance Index, UAI) według Geerta Hofstedego:

KrajUAIPodejście do ryzykaCharakterystyka kulturowa
Grecja112ZagrożenieNajwyższy poziom unikania niepewności; silna potrzeba kontroli i formalizmu
Portugalia104ZagrożenieProceduralność, niechęć do zmian
Japonia92ZagrożenieRytuały, przygotowanie na każdą ewentualność, silna struktura
Polska93ZagrożenieHierarchiczność, awersja do ryzyka, formalizm, syndrom posłańca
Francja> 80ZagrożenieSilna potrzeba przewidywalności, formalne struktury
Hiszpania> 80ZagrożenieUnikanie niepewności, preferencja dla stabilności
Belgia> 80ZagrożenieProceduralność, ostrożność
Korea Południowa> 80ZagrożenieSilna hierarchia, formalizm
Turcja> 80ZagrożenieNiechęć do nieprzewidywalnych sytuacji
Meksyk> 80ZagrożenieWysoka potrzeba kontroli, formalizm
Singapur8SzansaBardzo wysoka tolerancja dla niepewności, elastyczność
Dania23SzansaOtwartość na dialog, decentralizacja, innowacyjność
Szwecja29SzansaElastyczność, otwarta komunikacja, podejście „fail fast”
Nowa Zelandia49SzansaTolerancja dla ryzyka, pragmatyzm
Australia51SzansaOtwartość na eksperymentowanie, decentralizacja decyzji
USA46SzansaInnowacyjność, otwarta komunikacja, kultura uczenia się na błędach
Holandia53SzansaPragmatyzm, otwartość na zmiany, transparentne podejście do ryzyka
Zapisz się na newsletter
Po zgłoszeniu swojego e-maila będziesz dostawać od nas nowo opublikowane treści na naszej stronie.
Podobne wpisy z kategorii